Licencja CASP – dlaczego łatwiej ją dostać za granicą niż w Polsce?

12 sierpnia 2026
/ Maciej Grzegorczyk

Coraz więcej moich klientów pyta, czy licencję CASP da się w ogóle sensownie uzyskać w Polsce. Odpowiedź, do której doszedłem po przejściu tej procedury z jednym z klientów, jest prosta: w tej chwili łatwiej o nią za granicą. W tym artykule tłumaczę, dlaczego tak jest i z czym realnie wiąże się cała procedura.

 

 

Pierwsze zezwolenie – ale nie w Polsce

 

Opisywałem niedawno na etlex.pl proces uzyskania licencji CASP dla jednego z naszych klientów. Mieliśmy trzech klientów zainteresowanych taką ścieżką, z czego jeden zakończył zarówno procedurę przedlicencyjną, jak i całą procedurę właściwą, uzyskując zezwolenie. W Polsce nie dało się tego uzyskać – zrobiliśmy to za granicą.

 

 

Powodów jest kilka. Koszty są na tyle wysokie, że to nie jest w ogóle zabawa dla małych kantorów kryptowalutowych. Trzeba zbudować lokalną substancję, a sam zakres wymaganej dokumentacji to około tysiąca stron. Dochodzą do tego testy penetracyjne oraz przygotowanie dokumentacji ICT zgodnej z RTS-ami, czyli standardami technicznymi do rozporządzenia MiCA. Zaangażowani byli prawnicy zarówno polscy, jak i zagraniczni, bo nie wszystko da się przygotować przez kancelarie krajowe – przykładowo polityka rachunkowości musi być przygotowana według prawa kraju, w którym firma się znajduje.

 

Zabezpieczenie ostrożnościowe wyższe niż wynikałoby z przepisów

 

Samo zabezpieczenie ostrożnościowe dla takiego kantoru kryptowalutowego wymaga formalnie minimum 125 tysięcy euro. W praktyce jednak regulatorzy proszą o aktualizację tego planu na wyższą kwotę, bo uznają, że to zabezpieczenie jest po prostu zbyt niskie. Mniejsze podmioty mogłyby teoretycznie korzystać z niższego progu, ale w naszym przypadku był wyraźny nacisk na jego podwyższenie.

 

Jeśli Twoja firma zastanawia się nad ścieżką licencyjną CASP, w Polsce lub za granicą – napisz do mnie. Pomogę ocenić, która jurysdykcja realnie da się przejść w rozsądnym czasie.

 

Dlaczego zagraniczny regulator bywa łatwiejszym partnerem?

 

To, co pozytywnie mnie zaskoczyło w tej procedurze, to fakt, że zagraniczny regulator wchodził w regularny dialog – mówił wprost, czego oczekuje, a jego wskazówki dało się zrozumieć i zastosować. Nie oznacza to, że było łatwo: niektóre zadania wymagały nawet kilkukrotnej poprawki, bo były na tyle specyficzne, że ani polscy, ani zagraniczni prawnicy nie byli od razu pewni, o co dokładnie chodzi regulatorowi.

 

Robiliśmy też swego rodzaju test porównawczy, uruchamiając procedury równolegle w różnych krajach. W jednych kończyło się to szybko, na etapie przedlicencyjnym, bo regulator był wyraźnie niechętny. W innych, tam gdzie udało się przejść całą procedurę, widać było, że regulatorowi realnie zależy na przyciąganiu firm z branży krypto. Z naszego doświadczenia wynika, że są to zwykle mniejsze gospodarki, choć zdarzają się też kraje z rozwiniętym sektorem finansowym, które są na taki dialog gotowe.

 

Co z Polską?

 

W Polsce wciąż nie ma ustawy o rynku kryptoaktywów, a bez rozwiniętego sektora finansowego dominuje u nas podejście bardzo ostrożnościowe. To dobre podejście samo w sobie, ale w praktyce oznacza, że firmom kryptowalutowym trudniej będzie u nas ochoczo starać się o zezwolenie – potrzebna byłaby elastyczna ustawa i regulator, który sam wykazuje inicjatywę, tak jak robią to niektórzy zagraniczni odpowiednicy KNF.

 

Ciekawi mnie, czy w Polsce kiedyś dialog z regulatorem na etapie licencyjnym będzie równie ciągły jak ten, z którym się spotkałem za granicą, gdzie niemal codziennie dostawaliśmy dodatkowe zadania i konkretne wskazówki co do kierunku zmian w dokumentacji. Gdyby w ramach polskiego nadzoru powstała wyspecjalizowana komórka do spraw kryptoaktywów, byłby to krok w dobrą stronę dla całego sektora.

Autor: Maciej Grzegorczyk