Zablokowane konto na giełdzie i milczenie ze strony obsługi to jeden z najbardziej stresujących scenariuszy, z jakimi może zmierzyć się każdy posiadacz krypto. Sytuacja staje się jeszcze poważniejsza, gdy okazuje się, że za blokadą stoi prokuratura, a zgromadzone aktywa zostają zabezpieczone w związku z postępowaniem o pranie pieniędzy (art. 299 § 1 k.k.). Wielu posiadaczy kryptowalut zakłada wtedy, że środki są stracone bezpowrotnie. Poniższy przypadek pokazuje, że nie zawsze tak jest. Opisuję w nim historię inwestora, którego kryptowaluty pozostawały zatrzymane przez ponad trzy lata, a ostatecznie – po szczegółowej analizie blockchain – prokuratura zdecydowała o ich zwrocie. To dobry przykład tego, jak działa mechanizm zabezpieczenia majątkowego na kryptoaktywach i jakie kroki realnie zwiększają szansę na odzyskanie kapitału.

Inwestor korzystał z międzynarodowej giełdy kryptowalut zarówno do kupna i sprzedaży aktywów, jak i do otrzymywania wynagrodzenia za usługi świadczone jako osoba fizyczna (model zbliżony do affiliate marketingu). Środki za zlecenia trafiały bezpośrednio na jego portfel giełdowy. Pod koniec 2022 roku giełda bez ostrzeżenia zablokowała konto. Przez pewien czas inwestor nie otrzymywał żadnych informacji o przyczynie. Dopiero dział wsparcia przekazał mu dane kontaktowe do prokuratora prowadzącego sprawę. Inwestor nawiązał korespondencję i na prośbę organu przekazał pełną historię swoich transakcji, po czym usłyszał, że jego aktywa zostaną skonfiskowane – i kontakt się urwał. Istotne dla późniejszej oceny sprawy okazały się następujące okoliczności:
Po niemal dwóch latach giełda częściowo odblokowała konto, ale dostępny był wyłącznie jeden rodzaj tokena, stanowiący ok. 10–15% wartości wszystkich aktywów. Po wyznaczeniu krótkiego terminu na wypłatę tej części konto zostało zablokowane na stałe. Pozostałe kryptowaluty pozostawały zabezpieczone i znajdowały się na portfelu prokuratury.
Kryptowaluty zostały zatrzymane na podstawie postanowienia o zabezpieczeniu majątkowym. Przesłanką było podejrzenie, że mogą one stanowić środki pochodzące z przestępstwa – a w takiej perspektywie organy przypisały im również walor dowodowy w postępowaniu prowadzonym z art. 299 § 1 k.k. (pranie pieniędzy). Pełnomocnik inwestora zaskarżył postanowienie o zabezpieczeniu. Sąd uchylił zaskarżone postanowienie, jednak nie orzekł od razu o zwrocie aktywów – polecił ponowne rozpoznanie kwestii zabezpieczenia. To ważna lekcja: samo uchylenie błędnej decyzji nie zawsze kończy sprawę. Postępowanie wraca wtedy do organu, który musi na nowo ocenić zasadność dalszego zatrzymania środków.

Kluczowym elementem okazała się opinia biegłych z zakresu kryptowalut. W toku postępowania zasięgnięto aż trzech takich opinii. Biegli prześledzili przepływy on-chain. Ustalili, że istniał wspólny adres publiczny, na który trafiały środki osób pokrzywdzonych i który następnie zasilał dziesiątki kolejnych adresów (obrót na nim sięgał milionów USDT). Najistotniejszy był jednak inny wniosek: brak było podstaw do wykazania, że na adres inwestora wpłynęły pieniądze pochodzące od jakichkolwiek pokrzywdzonych w sprawie. Innymi słowy – analiza łańcucha bloków nie potwierdziła związku środków inwestora z przestępstwem. W takich warunkach odpadła podstawa do ich dalszego przetrzymywania.
Najciekawszy z perspektywy praktyki jest sposób, w jaki biegli ustalili „tożsamość” środków. Posłużyli się tzw. metodą FIFO (z ang. first in, first out – „pierwsze weszło, pierwsze wyszło”), uznawaną w tej sprawie za najtrafniejsze narzędzie weryfikacji powiązań między transakcjami na blockchainie. Na czym ona polega? Biegły układa wszystkie operacje na danym adresie w porządku chronologicznym – zestawia wpływy z wypływami w kolejności, w jakiej następowały. Dzięki temu można prześledzić, „które” konkretnie środki opuściły adres jako pierwsze.

Praktyczny skutek jest następujący: jeśli przed danym przelewem wychodzącym z adresu wszystkie środki pochodzące od pokrzywdzonych zostały już wcześniej przesłane gdzie indziej, późniejsze wypłaty nie mogą być z nimi utożsamiane. Innymi słowy – nawet gdyby „brudne” środki kiedykolwiek przeszły przez dany adres, metoda FIFO pozwala wykazać, że opuściły go, zanim doszło do spornego transferu. W tej sprawie właśnie ta analiza przeważyła. Skoro nie było podstaw, by uznać, że zatrzymane środki pochodziły od pokrzywdzonych, nie mogły one stanowić dowodu rzeczowego. Zabrakło też podstaw do utrzymania zabezpieczenia – zgodnie z art. 291 § 2 pkt 2 k.p.k. wymagałoby to wykazania, że zajęte środki faktycznie pochodzą z przestępstwa, czego w tej sprawie nie udało się ustalić.
Na podstawie art. 230 § 2 k.p.k. prokuratura wydała postanowienie w przedmiocie dowodów rzeczowych. Zabezpieczone kryptowaluty, uznane wcześniej za dowód rzeczowy, mają zostać zwrócone osobie, od której zostały przelane – po potwierdzeniu adresu portfela, na który środki powinny trafić. Wykonanie postanowienia wstrzymano do czasu jego uprawomocnienia. Dla inwestora oznacza to realne odzyskanie kapitału zatrzymanego przez ponad trzy lata.
Autor: Maciej Grzegorczyk